Szkoda, że Państwo tego nie widzieli…
Nie da się zamknąć tylu przeżyć w trzech słowach. Wróciliśmy z Poznania - z tarczą czy na tarczy? Trzeba doczytać do końca. W tym roku po raz drugi nasza szkoła wzięła udział w turnieju piłkarskim organizowanym przez partnerską szkołę z Poznania- dla czwarto i piątoklasistów. Drużyny naprawdę z całej Polski - Białystok, Katowice, Wrocław, Łódź, Warszawa, podzielone na dwie grupy.
We wtorek, praktycznie prosto z podróży szybkie przebranie i już pierwszy mecz - gładkie 5:0 z Łodzią, byłoby więcej, ale chłopcy się zlitowali. Chwilę później drugi mecz grupowy, wynik jeszcze bardziej efektowny - 6:0 z Katowicami I (z tego miasta były dwie drużyny). Ostatni mecz grupowy był już ciężki - z Poznaniem długo utrzymywało się 0:0, choć mieliśmy dużą przewagę - 4 sytuacje sam na sam, gospodarzy przy życiu utrzymywał bramkarz. Wreszcie techniczny strzał w dolny róg, tuż przy słupku dał nam prowadzenie. Chłopcy natychmiast rzucili się po więcej - co się zemściło, tuż przed końcem Poznań wyrównał. Z 7 punktami i bilansem bramkowym 12-1 zajęliśmy pierwsze miejsce w grupie.
Z uwagi na to, że drużyna z Białegostoku, z którą graliśmy ćwierćfinał, po przegraniu wszystkich meczy w grupie postanowiła wyjechać w środę z samego rana zgodziliśmy się zagrać mecz wieczorem. Skończyło się 11:0 (mecz trwał 10 minut, tempo niebywałe), co dało nam już miejsce w strefie medalowej. Następnego dnia półfinał, z drużyną z Katowic, z którą graliśmy w grupie. Chłopcy wyszli z większym respektem, trochę zbyt defensywnie, ale trener szybko naprawił swój błąd, zmienił ustawienie i skończyło się gładkim 5:1 dla nas - oznaczało to wielki finał. Nadzieje ogromne, ale i presja - rok temu, mimo rewelacyjnej gry przez cały turniej, ten ostatni mecz przegraliśmy.
Tegoroczny finał graliśmy z II drużyną z Katowic. Początek znów taki bezpieczny - przeważaliśmy, ale piłka nie chciała wpaść. Wreszcie nasz napastnik sprytnie dobił strzał kolegi i otworzył wynik spotkania. O tym, że 1:0 w finale to nic pewnego wiedzą kibice nie tylko Arsenalu, dlatego chłopcy dalej grali ostrożnie. Na szczęście po kilku akcjach nasz obrońca dostał podanie z rożnego tuż przed pole karne, huknął po ziemi tuż przy słupku, nie do obrony! Chwilę później przyszła 3 bramka, a potem nasi zaczęli już grać na zupełnym luzie i wygrali pewnie, aż 6:0!
Chciałoby się wyróżnić kapitana - Wincentego Świderskiego za wielkie serce i walkę o każdą piłkę, Franka Rogowskiego za zespołową grę i świetne asysty, Stasia Chibowskiego za koncentracje na bramce w kluczowych momentach i aż 4 czyste konta, Wojtka Fellmana za świetne wprowadzanie piłki z obrony i zastawianie jej przed dwa razy większymi przeciwnikami, Teofila Skajewskiego za spokój i opanowanie - mądre zagrania pod presją, Wiktora Croisiera za wieki instynkt strzelecki i świetną grę ciałem, Mikołaja Dębickiego za spryt i spokój przy akcjach sam na sam, Michała Wojtaszka za podkręcanie tempa i dobre włączanie się w akcje ofensywne, Rafała Linka za genialny przegląd pola i podania otwierające, czy Miłosza Wincenciaka za spokój i opanowanie w obronie. Jednak na wyróżnienie zasługuje cała drużyna, jako drużyna.
Skłamałbym, mówiąc że nie jestem dumny z wyniku naszych chłopców. Pokazali jednak dużo więcej i ważniejsze rzeczy niż sam wynik. Uśmiech, radość, pasja, zaangażowanie, wzajemne wspieranie się, motywowanie, a nawet pocieszanie, gdy komuś coś nie wyszło. Szacunek do przeciwników - naprawdę, w świecie dziecięcej piłki po takich wynikach podśmiewanie się z przegranych to smutna normalka, a nasi zbijali piątki i gratulowali dobrej gry, nawet pocieszali drużynę z Poznania, która odpadła po heroicznej walce w ćwierćfinale z Wrocławiem. No i ta zespołowość - ileż było podań, gdy zawodnik miał szansę na gola, ale dostrzegł lepiej ustawionego kolegę. Nikt się nie kłócił czy nie miał pretensji przy zmianach. A kwintesencją była sytuacja z półfinału. Przy stanie 3:0 nasz napastnik wywalczył rzut karny. Dostał zgodę na wykonywanie - dobrze strzela, wynik bezpieczny. Ale wtedy jeden z rezerwowych krzyknął, żeby oddał bramkarzowi - jako jedyny zawodnik nie miał strzelonej bramki. Naprawdę widać było, jak bardzo napastnik chciał strzelać, ale mimo tego zgodził się na to, i udało się, nasz bramkarz też strzelił gola mocnym strzałem pod poprzeczkę! Aż szkoda, że turniej już się zakończył i szkoda, że kończy się również ta relacja, ale PUCHAR JEST NASZ!!!
A na koniec niespodzianka - jeden z opiekunów naszej drużyny nagrał mecz finałowy z małą otoczką, można go obejrzeć pod linkami (będą dostępne do końca miesiąca, w albumie jest też dostępnych dużo więcej zdjęć.
ul. Staszica 1
05-800 Pruszków
Adres e-mail: tygodnik@azymut.edu.pl