W ostatni weekend przyszedł czas na wyprawę ojców z synami klasy 5a. Chłopcy nie mogli sie doczekać bo w tym roku mieliśmy dotrzeć na sam koniec polwypu helskiego, czyli tam gdzie jak pisza miejscowi "zaczyna sie Polska".
Zaraz po Ucieczce Pileckiego i krótkiej nocy śmalkowie z 5a wraz z ojcami wyruszyli do Pucka. Stamtąd mieli sie juz przesiąść na rowery i ruszyć wzdłuż mierzei.
Piękne widoki, budząca sie natura, ton zatoki puckiej i... nadchodzące chmury. Obyło sie bez deszczu, za to wiatr nam towarzyszył od samego początku do ostatniego kilometra. Jeszcze nie wiedzieliśmy, że trafilismy na najbardziej wietrzny weekend w roku. O ile na Hel jechaliśmy z wiatrem, droga powrotna testowała rajdowcow pod katem wytrwałości i siły w nogach.
Na szczęście wszystko sie udało: zdobycie przyczolka, spacer nad wzburzonym morzem, pyszne, swiezozlowone dorsze, nocleg w szkole oraz Msza sw. w pięknym kościele pelnym rybackich symboli w Jastarni. Największą niespodzianką dla chlopcow zas byla cała sala gimnastyczna z pełnym wyposażeniem pilkarsko-koszykarskim do ich dyspozycji. Wiec kiedy ojcowie próbowali się regenerować, młodzież grała kolejne mecze.
Brawo dla dzielnych uczestników!