Pierwszy artykuł cyklu Okiem Specjalistów przygotował pan Sebastian Kamiński.
Koniec wakacji ma szczególny zapach. Pachnie nowymi zeszytami, świeżo zatemperowanymi kredkami i ubraniami przygotowanymi na pierwszy dzień szkoły. Dla dorosłych wrzesień oznacza zwykle powrót do planu lekcji, porannego pośpiechu i obowiązków. Dla dziecka może być jednak czymś znacznie większym — ponownym wejściem w świat, który po wakacyjnej przerwie trzeba oswoić. Czasami jest to świat dobrze znany, a czasami zupełnie nowy: inna klasa, nowy wychowawca lub kolejny etap edukacyjny. Powrót do szkoły może przynosić wiele dobrych emocji: radość ze spotkania z rówieśnikami, ciekawość nowych przedmiotów, dumę z bycia starszym uczniem czy zadowolenie z odzyskania stałego rytmu dnia. Jednocześnie to samo dziecko może odczuwać niepewność, smutek po kończących się wakacjach albo lęk przed wymaganiami i oceną innych. Te emocje nie wykluczają się. Można cieszyć się na spotkanie z kolegami i równocześnie bać się nowego nauczyciela. Można z dumą rozpoczynać kolejny etap nauki, a zarazem tęsknić za tym, co było wcześniej znane i przewidywalne.
Nie każde dziecko potrafi powiedzieć: „Boję się powrotu do szkoły”. Napięcie może ujawniać się poprzez bóle brzucha lub głowy, trudności z zasypianiem, zmianę apetytu, rozdrażnienie, płaczliwość, większą potrzebę bliskości, wycofanie albo pobudzenie. Uczeń może też gorzej się koncentrować, częściej zapominać o swoich rzeczach i silniej reagować na drobne niepowodzenia. Zachowanie, które wygląda jak lenistwo, złośliwość lub brak motywacji, bywa w rzeczywistości sposobem radzenia sobie z przeciążeniem. U młodszych dzieci powrót do placówki lub rozpoczęcie nauki może ponownie nasilić lęk separacyjny. Płacz, kurczowe trzymanie się rodzica albo niechęć do wejścia do sali nie muszą oznaczać, że dziecku w szkole dzieje się coś złego. Mogą być reakcją na rozstanie i utratę poczucia bezpieczeństwa. Rozstanie przeżywają jednak nie tylko dzieci. Rodzic również może obawiać się, czy dziecko sobie poradzi, czy otrzyma pomoc i czy zostanie zrozumiane. Ten niepokój jest naturalny, lecz dziecko łatwo odczytuje go z tonu głosu i zachowania dorosłego. Spokojne, życzliwe i nieprzedłużane pożegnanie daje mu więc większe poczucie bezpieczeństwa niż wielokrotne upewnianie się, czy na pewno chce zostać.
Szczególne znaczenie ma zmiana etapu edukacyjnego. Oznacza ona nie tylko trudniejszy materiał, lecz także nowe zasady, więcej obowiązków i konieczność ponownego odnalezienia swojego miejsca w grupie. Podobnie jest ze zmianą wychowawcy. Dla dorosłego może to być po prostu nowe nazwisko w dzienniku, dla dziecka — utrata osoby, której reakcje dobrze znało. Nowego wychowawcę trzeba dopiero poznać, dlatego warto dać dziecku czas i nie porównywać nauczycieli. Zapewnienie „na pewno będzie świetnie” nie zawsze uspokaja. Bardziej wiarygodne może być: „Nie wiemy jeszcze, jak będzie, ale damy sobie czas, żeby poznać nową sytuację”. Naturalnym odruchem dorosłego jest usuwanie dziecku z drogi trudności. Chcemy oszczędzić mu stresu, rozczarowania i poczucia porażki. Tymczasem samodzielność nie pojawia się nagle wraz z określonym wiekiem. Rozwija się wtedy, gdy dziecko może mierzyć się z przeszkodami dostosowanymi do swoich możliwości i doświadcza, że potrafi je pokonać. Dorosły nie powinien pozostawiać go bez pomocy, ale też nie musi natychmiast przejmować każdego zadania. Zapomniany zeszyt, nieporozumienie z kolegą, trudność z wykonaniem polecenia czy konieczność zwrócenia się do nauczyciela mogą stać się okazją do nauki. Zamiast od razu rozwiązywać problem za dziecko, warto zapytać: „Co możesz zrobić?”, „Kogo możesz poprosić o pomoc?” albo „Od czego zaczniesz?”. Wsparcie polega wówczas na towarzyszeniu i podpowiadaniu kolejnych kroków, a nie na wyręczaniu. Nawet rozwiązanie niedoskonałe, ale wypracowane przez dziecko, może bardziej wzmacniać jego poczucie kompetencji niż idealny plan przygotowany przez dorosłego. Nie oznacza to, że we wrześniu należy wymagać pełnej samodzielności. Początek roku jest czasem adaptacji, a dzieci różnią się tempem, w jakim oswajają zmianę. Pomocne jest przede wszystkim uznanie ich emocji i spokojna, konkretna rozmowa. Zamiast ogólnego „Jak było?” można zapytać: „Co było dziś najtrudniejsze?” lub „Z czym poradziłeś sobie lepiej, niż się spodziewałeś?”. Warto zauważać nie tylko wynik, lecz również wysiłek, próbę rozwiązania problemu i gotowość do poproszenia o pomoc. Większość wrześniowych trudności stopniowo słabnie, gdy sytuacja staje się bardziej przewidywalna. Jeżeli jednak niepokój narasta, dziecko przez dłuższy czas odmawia chodzenia do szkoły, wycofuje się, cierpi z powodu powtarzających się dolegliwości lub wyraźnie przestaje sobie radzić, potrzebna jest rozmowa z wychowawcą, pedagogiem albo psychologiem. Sięgnięcie po pomoc nie jest wyręczaniem dziecka, lecz stworzeniem mu warunków, w których ponownie będzie mogło podejmować własne próby. Wrzesień nie jest egzaminem z samodzielności ani dla dziecka, ani dla rodzica. Nie musimy sprawić, aby dziecko niczego się nie bało i nigdy nie popełniało błędów. Ważniejsze, by wiedziało, że trudności można pokonywać, a dorosły pozostanie blisko — nie po to, żeby przejść drogę za nie, lecz żeby pomóc mu odnaleźć własny krok.
Sebastian Kamiński, terapeuta pedagogiczny
ul. Staszica 1
05-800 Pruszków
Adres e-mail: tygodnik@azymut.edu.pl