W sobotę 17 X 2026 klasa VIIa pojechała na Wyprawę Ojców i Synów na Śląsk. Jako że uczniowie nie są już chłopcami, tylko mężczyznami, to powierzono im na początku trudne zadanie. Relacja pana Grzegorza Wierzbickiego.
W sobotę 17 X 2026 klasa VIIa pojechała na Wyprawę Ojców i Synów na Śląsk. Jako że uczniowie nie są już chłopcami, tylko mężczyznami, to powierzono im na początku trudne zadanie.
Po wyjściu z pociągu regionalnego na przystanku figurującym w rejestrze PKP PLK jako Nakło Sląskie zabrano im telefony (choć większość i tak nie miała, co jest bardzo budujące!) i oddzielono od żywicieli. Następnie na peronie tej uroczo zlokalizowanej w polu stacyjki wysłuchali krótkiego wykładu dlaczego mapy wektorowe pewnej amerykańskiej firmy mogą być bezużyteczne gdy wojsko wyłączy lub zakłóci sygnał GPS. Potem otrzymali wydruk papierowej mapy topograficznej w skali 1:10.000, której stan aktualności był zgodny z datą urodzenia ojców i mieli doprowadzić ojców do tajnego obiektu wojsk radiotechnicznych. Ojcom na wszelki wypadek wyłączono w telefonach transmisję danych i moduł GPS. Uczniowie szybko się podzielili na takich, którzy z zapałem czytają mapą i prowadzą oraz takich, którzy idą za nimi. Podobnie podzielili się ojcowie: część była zachwycona, że można polegać na synach i rozkoszowała się pięknym rolniczo-leśnym krajobrazem Garbu Tarmogórskiego i tym, że właściwie nie wiedzą gdzie są i dokąd idą, ale niestety część ojców była coraz przerażona wyrwaniem ich ze strefy komfortu i bezpieczeństwa. Ów rozdźwięk sprawił, że ostatecznie tylko połowa grupy doszła do tajnego obiektu wojskowego. Wojsko Polskie było wcześniej powiadomione, więc nie strzelali, ale „chlebem i solą” też nas nie przyjęli, bo obiekt jest naprawdę strategiczny i pilnie strzeżony. Więcej szczegółów nie możemy podać, jednak chłopcy poczuli szacunek dla munduru żołnierza Wojska Polskiego.
Następnie stosując ten sam podział, tj. Synowie vs. Ojcowie, klasa 7a zjechała szybem ponad 40 m pod powierzchnie terenu do kopalni srebra i ołowiu, a ojcowie zjechali po nich. W mrocznych czeluściach Ziemi wśród triasowych dolomitów obie grupy spotkały się tylko w sztolni zalanej wodą, gdzie minęli się wsiadając do łodzi. Pod ziemią dowiedzieliśmy się, że Szczęść Boże, to nie tylko nazwa ulicy w Tarnowskich Górach i kilku okolicznych miasteczkach, nazwa szybu, ale przede wszystkim pozdrowienie jakie górnicy tradycyjnie stosują zamiast dzień dobry i nie zmieniła tej pięknej tradycji ani ateistyczna postawa władzy komunistycznej ani nawet zamknięcie kopalni z uwagi na wyczerpanie możliwości eksploatacji galeny – rudy ołowiu, w której występuje srebro.
Ostatnim elementem wyprawy był spacer po pięknie utrzymanym rynku w Tarnowskich Górach, gdzie miejscowy mieszkaniec powiedział nam, że mimo upadku górnictwa, hutnictwa i przemysłu ciężkiego w Miasteczku Śląskim ciągle prężnie działa huta cynku i ołowiu, aczkolwiek do pieców nie ładuje się tam już miejscowej galeny, tylko złom z całego świata, który przypływa statkami do Gdyni, a następnie jedzie do huty ciężarówkami zamiast dwutorową Centralną Magistralą Węglową.
Podsumowanie Wyprawy:
Czas trwania: 5:45 – 22:35 (godzina odjazdu i przyjazdu na stację Grodzisk pociągu Silesia).
Transport: żaden z ojców nie dojechał samochodem. Wszyscy koleją żelazną, a na miejscu pieszo.
Motto wyprawy zasłyszane tysiąc razy w kopalni: Szczęść Boże!
ul. Staszica 1
05-800 Pruszków
Adres e-mail: tygodnik@azymut.edu.pl