Numer 17/2025/2026 — 12.01.2026 r.

Transfer z Argentyny do Polski - Świąteczny wywiad z ks. Horacym Antunezem, kapelanem szkoły

autor: Agnieszka Szular

Ksiądż Horacy jest z nami od początku istnienia szkoły, od dłuższego czasu co tydzień pisze teksty do Tygodnika, służy nam duchowym wsparciem. Z inicjatywy pani Agnieszki Szular możemy lepiej poznać naszego księdza. Zapraszamy do świątecznego wywiadu!

Transfer z Argentyny do Polski

Świąteczny wywiad z ks. Horacym Antunezem, kapelanem szkoły

Księże Horacy, jest Ksiądz z nami w szkole od samego początku, od jej założenia. Wspiera nas jako kapelan, katecheta, ale też zaciekawia, bo jest tu, w Pruszkowie, a przecież pochodzi z drugiej półkuli – aż z Argentyny. Jak to wszystko się złożyło i wydarzyło, że Ksiądz jest w Polsce dłużej niż w swoim ojczystym kraju?

Ks. Horacy: Mieszkam w Polsce od 1991 roku. Po pierwsze, tak się ułożyło życie, że znalazłem się tutaj. Wiąże się to z moją wcześniejszą sytuacją – przyjechałem do Polski nie jako kapłan, lecz jako osoba świecka. Gdy skończyłem doktorat w Argentynie, szukałem miejsca, by robić postdoc (pracę badawczą po obronie doktoratu). Postanowiłem przyjechać do Polski i już wtedy myślałem, by zostać tu na dłużej, nie tylko na rok czy dwa lata.

Poza tym istotne było dla mnie, jeśli chodzi o obecność w Polsce, to, że wcześniej zdecydowałem, iż chcę naśladować Chrystusa w Jego życiu ukrytym – w tym, jak Jezus pracował, realizował wolę Boga, oddziaływał na innych, nie będąc osobą znaną, publiczną. Dzieło odkupienia już wtedy się rozpoczęło. Tak oto moja droga polegała na naśladowaniu Chrystusa poprzez codzienną pracę, a także poprzez kontakty z innymi osobami.

 


 

Jak Ksiądz wspomina Buenos Aires?
Ks. Horacy: Buenos Aires to ogromne miasto, gdzie oczywiście czuję się jak w swoim domu. Podobnie w Polsce – to też jest mój dom, jak najbardziej! Natomiast Buenos Aires to miasto, w którym się urodziłem. Często podróżowałem, więc rzadko byłem tam na długo. Jest to bardzo piękne miasto, z urokliwymi zakątkami, w wielu miejscach podobne do miast europejskich, ale są też miejsca takie sobie, gdzie jest ubóstwo. Niestety ostatnio miasto stało się mniej bezpieczne niż dawniej.

 


 

Czy kibicuje Ksiądz jakiemuś klubowi piłkarskiemu? Czy ma Ksiądz ulubionego piłkarza?
Ks. Horacy: Tak. Tu, na ścianie, wisi zdjęcie Buenos Aires. W rogu obrazu jest herb klubu Atlético Independiente. To jest moja drużyna, z którą się identyfikuję. Wielokrotnie zdobyła bardzo ważne puchary, zwłaszcza „Copa Libertadores”, a także „Puchar Interkontynentalny”.

A jeśli chodzi o piłkarza, to wszyscy obecnie znamy oczywiście Messiego, ale z moich czasów pamiętam Ricardo Bochiniego. Może mało mówi wam to nazwisko, ale był on wybitnym piłkarzem Argentyny. Grał w mundialu w 1978 roku, kiedy Argentyna po raz pierwszy zdobyła mistrzostwo świata.

 


 

Wszyscy wiemy, że Argentyna kojarzy się na całym świecie ze wspaniałym tangiem. Chcielibyśmy prosić o kilka słów o wybitnych wykonawcach i o samym tańcu.
Ks. Horacy: Dobrze… Trzeba odróżnić tango jako muzykę, styl muzyczny i wyraz artystyczny od samego tańca. Ja często słucham tanga i śpiewam, natomiast nigdy nie tańczyłem. No cóż, są pewne oczywiste „trudności”, bo do tanga trzeba dwojga :).

Natomiast jest to muzyka mocno zakorzeniona w kulturze Buenos Aires i ma swoją 

“filozofię”. Porusza bardzo różne tematy – często są to wątki miłosne, zawody miłosne, zdrady i takie tam – ale pokazuje to z dystansem i żartobliwie. Jeśli chodzi o wykonawcę tanga, to wybitnym i ponadczasowym śpiewakiem jest Carlos Gardel.

 


 

Teraz czas na opowieść o tym ciekawym, korzystnym transferze, w którym Ksiądz znalazł się tutaj, u nas w Pruszkowie. Jaka była droga Księdza do Polski?
Ks. Horacy: Gdy skończyłem studia w Argentynie, miałem to szczęście, że dostałem się tu, do Polski, na różne stypendia. Pracowałem w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki Polskiej Akademii Nauk. Zajmowałem się mechaniką ciała stałego i metodami numerycznymi w mechanice. Spotkałem się tam z bardzo miłym przyjęciem i wysokim poziomem naukowym. Pracowałem tam nieco ponad dziesięć lat, a potem nastąpiły kolejne etapy.

 


 

Jak Ksiądz poznał naszą szkołę i jak do niej trafił?
Ks. Horacy: Otóż, gdy już byłem księdzem, grupa rodziców postanowiła powołać do istnienia szkołę, która mogłaby zapewnić dobre miejsce dla wychowania swoich dzieci. Między innymi właśnie pani Agnieszka była w tej grupie. Na ich prośbę o kapelana dla szkoły dostałem propozycję od moich przełożonych, którą chętnie przyjąłem.

Jako pierwsze powstało przedszkole (na osiedlu Ostoja w Pruszkowie, gdzie jest też obecnie). Jednak moje pierwsze spotkanie ze szkołą Azymut było właśnie wtedy, gdy powstała szkoła – pierwsza klasa, w której był niejaki Antek Szular.

 


 

Powróćmy jeszcze na chwilę do Argentyny. Jakie jest Księdza najlepsze wspomnienie z dzieciństwa?
Ks. Horacy: Myślę, że jest ich dużo, ale najlepszy okres, który najchętniej wspominam, to lata pierwszej połowy szkoły podstawowej. Mieszkałem w miejscowości podobnej do Zakopanego, gdzie były góry i taki sam klimat jak w Polsce (bo klimat w Buenos Aires jest inny). Były tam jeziora, góry… Zimą jeździłem na nartach, czasami po lekcjach w szkole. Jeździliśmy też na wycieczki z rodziną. I oczywiście wtedy przyjąłem Pierwszą Komunię Świętą. Bardzo miło wspominam ten czas.

 


 

Czy był Ksiądz kiedyś ministrantem?
Ks. Horacy: A właśnie, to jest dobre pytanie! Odpowiedź jest taka, że… nie! Nie byłem ministrantem. Fakt, że jestem kapłanem, potwierdza, iż powołanie jest Boże. To nie jest oczywiste, że ministrant ma być nastawiony do bycia kapłanem, choć ta służba jest wielką łaską, która pomaga, aby Pan Jezus wszedł mocno do naszego życia już od dzieciństwa. Moi rodzice nie byli specjalnie religijni, natomiast wychowali mnie na człowieka sumiennego, który poważnie traktuje swoje obowiązki. W tym sensie to rodzice najbardziej wpłynęli na mój wybór.

A jeśli chodzi o bycie ministrantem, to stało się to poniekąd dopiero wtedy, kiedy zacząłem kochać Mszę Świętą, mając 14–16 lat. Kiedy Msza Święta była w centrum mojego życia, uczyłem się służyć. Wtedy, nie będąc ministrantem, często służyłem do Mszy Świętej.

 


 

Kiedy Ksiądz po raz pierwszy pomyślał, że może kiedyś zostanie kapłanem?
Ks. Horacy: To łączy się czasowo z poprzednim pytaniem. Jak widać, w wieku licealnym odczuwałem, że Pan Bóg mnie przyciąga do siebie, choć w zwykłym życiu zawodowym. Miałem już wybrany kierunek studiów, musiałem tylko trochę go zmienić i wtedy właśnie, ku mojemu zaskoczeniu, przyszło mi na myśl, że może w końcu zostanę księdzem. To była pierwsza myśl o kapłaństwie, ale realizowałem ją dopiero później.

Kiedy jeszcze pracowałem naukowo, podjąłem studia teologiczne z myślą o święceniach kapłańskich, gdyby pojawiło się powołanie – jak to rzeczywiście miało miejsce krótko po skończeniu pracy w Instytucie.

 


 

Dlaczego Ksiądz wybrał drogę kapłaństwa?
Ks. Horacy: Pierwszy powód jest taki, że to Bóg powołał, co w pewnym momencie rozeznałem. Zawsze kapłani są potrzebni. Czułem, że rozumiem tę drogę, podoba mi się i widzę tam siebie.

 


 

Czy nauka w seminarium była trudna i czy było dużo chętnych do kapłaństwa?
Ks. Horacy: Uważam, że nigdy nie ma za dużo chętnych do zostania księdzem, jak mówił Pan Jezus: „Żniwo wielkie, robotników mało”. Szczerze mówiąc, w porównaniu z innymi studiami, jeśli chodzi o stronę merytoryczną, nie są bardzo trudne.

 


 

Kto miał wpływ na rozwój wiary Księdza?
Ks. Horacy: Na pewno różne osoby: przyjaciele, nauczyciele, moja matka chrzestna... Kiedy czytałem książkę Jana Pawła II „Dar i tajemnica”, skojarzyło mi się, że ja też zawdzięczam moją drogę wielu ludziom. Jednak chcę powiedzieć, że u mnie sprawdza się zasada, iż 90% powołania zawdzięczamy naszym rodzicom.

 


 

Z którymi świętymi jest Ksiądz najbardziej „zaprzyjaźniony”?
Ks. Horacy: Myślę, że jest to oczywiście Najświętsza Maria Panna, Święty Józef. Nie mam świętego patrona, ale jest mi bliski św. Franciszek Ksawery (na drugie imię mam Ksawery). Bardzo ważny wpływ w moim życiu ma św. Josemaria Escriva, którego obraz jest w kaplicy.

 


 

Dlaczego Ksiądz przyjechał do Polski?
Ks. Horacy: Przyjechałem, żeby kontynuować moją karierę zawodową, ale też, żeby przynieść ten sposób naśladowania Chrystusa, który jest głównym, centralnym przesłaniem Opus Dei.

 


 

Serdecznie dziękujemy za rozmowę, a przede wszystkim za obecność Księdza w naszej szkole!
Ks. Horacy: To ja dziękuję. Cieszę się!

Życzymy Księdzu dużo radości, wytrwałości oraz dobrych owoców wiary i pracy. Błogosławionych Świąt Narodzenia Pańskiego. Do zobaczenia w Nowym Roku!

Agnieszka Szular, Aleksander Kuliński, Stanisław Zaskurski, Ula Izwantowska, Wiktoria Krawczyk

Pruszków, 18 grudnia 2025 r.

 

 

opisy zdjęć

Zdjęcie 1.

Kaplica pw. św. Ignacego z Loyoli w mieście San Carlos de Bariloche, pd-zach Argentyny, gdzie ks. Horacy przyjął 8 grudnia 1970 r.

Zdjęcie 2.

W czasie wywiadu 18.12.25 r.

Zdjecie 3.

Buenos Aires 

Komentarz lub zgłoszenie tematu




Same cyfry, bez spacji lub kresek

Lokalizacja

ul. Staszica 1
05-800 Pruszków

Redakcja

Adres e-mail: tygodnik@azymut.edu.pl

© 2026 Wszystkie prawa zastrzeżone.